Użyczę ci mej siły,
byś na dobre pokonał swe demony,
pomogę podźwignąć ci się,
choć imię twe brzmi potępiony.
Podaruję ci klucz do szczęścia,
przypilnuje też, by nikt zamków nie wymienił,
zadbam o ciebie bo chcę,
byś z radości się rumienił.
A wszystko czym zapłacić musisz,
nosisz w głębi swojej duszy.
Dam na czynsz u szatana,
by nie nękał cię zbyt często,
pokarzę jak pokonywać własne słabości,
i jak wyhodować w sobie męstwo.
Nauczę cię walczyć o siebie,
dam narzędzia i broń ostrą,
wyciągnę dłoń do ciebie,
nazwę bratem swym lub siostrą.
A wszystko czym zapłacić musisz,
nosisz w głębi swojej duszy.
Pomogę bezinteresownie,
jeśli tylko pomocy potrzebujesz,
pozwolę się odnaleźć,
jeśli to właśnie mnie poszukujesz.
Nie zażądam zapłaty ni nagrody,
za czas mój, za wsparcie, za uwagę,
czynię to dobrowolnie,
na ten aspekt uwagę swą kładę.
A wszystko czym zapłacić musisz,
nosisz w głębi swojej duszy.
Zastanawialiście się, dlaczego bezinteresowna pomoc, do której się zobowiązaliście wcale nie przyniosła wam radości? Nie sprawiła, że poczuliście się lepiej? Słyszy się przecież, że dobroczynność, altruizm prowadzą do wewnętrznego uspokojenia, do zadowolenia, że poprawiają samopoczucie. Sprawiają, że człowiek czuje się lepszy. Bo to prawda. Ale czy spotkała was sytuacja, w której musieliście z ręką na sercu zaprzeczyć owej prawdzie? Czy zdarzyło się wam, że z jakichś nieznanych wam powodów, nawet, kiedy usłyszeliście magiczne słowo: „dziękuję”, nie czuliście się tak fantastycznie jakbyście chcieli? Zdarzyło wam się pomyśleć, że bezinteresowność jest przereklamowana? Że wcale nie uszlachetnia? Że nie cieszy? Że za wasze dobre chęci los odpłacił się wam w przykry sposób? Że za ofiarowaną dobroć, nagrodził was złym? Możliwe, prawda? A zastanawialiście się może, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego spotkało was coś takiego? Dlaczego nie zaznaliście spokoju, a wręcz poczuliście nieprzyjemne rozczarowanie? Np. kiedy staraliście się cały dzień, kiedy braliście udział w jakiejś imprezie dobroczynnej, kiedy stawaliście na głowie, żeby komuś było miło, żeby komuś pomóc, a na koniec spotykało was coś przykrego. Zobaczyliście coś, usłyszeliście. Byliście w sytuacji, kiedy natychmiast połączyliście wysiłek dla innych z własną krzywdą? Czuliście, że oberwaliście za chęć niesienia pomocy?
Wiecie skąd bierze się rozczarowanie? Wiecie, co jest jego źródłem? Co je prowokuje? Zwłaszcza w aspekcie pomocy innym?
Wy sami.
Bo tak naprawdę zanim człowiek zdecyduje się zrobić coś dla innych, najpierw powinien sobie szczerze odpowiedzieć, czy robi to dobrowolnie i w pełni bezinteresownie. Ale nie chodzi tu o to, żeby pokiwać głową, uśmiechnąć się zdawkowo i zabrać do roboty. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważna jest szczerość względem nas samych. Cudze kłamstwa sprawiają nam przykrość, ale okłamywanie samego siebie jest jeszcze gorsze. Dlaczego? Bo mamy wybór, a wybieramy źle. Bo choć możemy sobie oszczędzić kłopotów i rozczarowań i tak je do siebie wabimy. Często nawet o tym nie wiedząc.
Tak, więc jak powyżej zauważyłam, trzeba być ze sobą absolutnie szczerym. Trzeba zapytać: „robisz to, bo chcesz, nie licząc na nic w zamian, czy jednak będziesz oczekiwać zapłaty?” „Wyciągniesz po nią dłoń od razu, czy będziesz wysyłać sygnały w nadziei, że oni zrozumieją?” Jeśli odpowiecie: „oczywiście, że robię to dobrowolnie i nie potrzebuję materialnego wynagrodzenia. Oczywiście, że ucieszą mnie zadowolone, szczęśliwe miny, świadomość, że zrobiłem/łam coś dla innych, tak po prostu”. Jeśli taka będzie wasza odpowiedź i jeśli tak właśnie będziecie myśleć, wasza bezinteresowność powinna przynieść wam radość. A słowa podziękowania i szczere uśmiechy powinny być dla was prawdziwym skarbem, niemierzalnym za pomocą złotówek, złota, czy klejnotów.
Lecz jeśli odpowiecie: „no tak, chyba tak. Robię to dobrowolnie, tak jakby bezinteresownie, ale nie będę mieć nic, przeciwko, jeśli ktoś to doceni. Tak namacalnie doceni”. Otóż wówczas najpewniej poczujecie ogromne rozczarowanie, zniechęcenie, a być możne nawet złość, że inni się nie domyślili, że nie mają dość przyzwoitości by was nagrodzić. Nawet, jeśli obiecaliście pomóc zupełnie za darmo. Zawsze, jeśli okłamiecie siebie, będziecie zawiedzeni. Bo licząc, że świat się domyśli, że ludzie mimo wszystko zechcą was nagrodzić, i nie otrzymawszy tego, poczujecie się oszukani, wykorzystani. To trochę absurdalne, ale bardzo realne. Ludzie, którzy po cichutku liczą na coś cennego za coś, co zgodzili się oddać za darmo, zwykle podświadomie szukają czegoś przykrego, żeby to połączyć z czymś, co miało ich uszczęśliwić. Nie dostawszy zapłaty, nagrody za wysiłki, znajdą dla siebie karę i powiedzą sobie, że nie warto pomagać, bo za to los i tak zrobi im krzywdę. W myśl zasady, że kiedy spodziewasz się dobrego, a nie otrzymasz tego, rozczarowanie czyni cię słabszym. Jakby los tylko czyhał, dybał na nasze życia, na nasze szczęście.
Robimy sobie, więc krzywdę.
Trzeba nauczyć się oddawać coś, nie licząc na zapłatę. Np. swój czas, energię, dobre chęci. Dla niektórych ludzi będą one bezcenne, jakże, więc my moglibyśmy je wycenić? Jakże moglibyśmy wystawić komuś rachunek za wysłuchanie go, za miły gest, za ciepłe słowo? Jakimi bylibyśmy ludźmi, oczekując zapłaty za coś, co nic nas nie kosztuje? Co nie sprawia, że ubożejemy, a mimo to inni się bogacą, w niematerialny sposób?
Wielu ludzi widząc cudze starania myśli sobie, że może też powinni, chcieliby spróbować pomagać bezinteresownie. Że to może być fajne, ciekawe, przydatne doświadczenie. Podchodzą do tego, jak do formy rozrywki, do możliwości zyskania w oczach innych. Taka dobroczynność na pokaz, zakładająca mimo to zyski. Tacy ludzie starają się, zatem angażować w jakieś większe, lub mniejsze akcje. Nie wiedząc jednak, na czym opiera się altruizm szybko tracą zainteresowanie. Sądzą, że bezinteresowność to tylko piękne hasło. Że to taka zmyłka. Nie rozumieją, że można robić coś dla innych, zupełnie za darmo i zupełnie dobrowolnie. Trudno im przyjąć do wiadomości, że można się czemuś poświęcać jednocześnie niczego z tego nie mając. Niczego, za co można kupić nowy telewizor, czy zafundować sobie odsysanie tłuszczu. Poświęcenie ładnie brzmi, ale w cudzych ustach. Ofiara ładnie wygląda, ale wtedy, kiedy pochodzi od kogoś innego. Pomoc ma szlachetnie brzmiący wydźwięk, ale wtedy, kiedy nie jest naszym osobistym udziałem.
Bezinteresowna pomoc nie musi być czymś ponad ludzkie siły. Nie musi wymagać naszej krwi, potu, łez. Nie musi nas z niczego obdzierać. Czasami wystarczy posłuchać, spojrzeć, powiedzieć coś, czasami wystarczy zatrzymać się na chwilę, zamiast przejść obojętnie. Czasami wystarczy ustąpić miejsca na drodze życia lub schować szeroko rozstawione łokcie, zamiast spychać innego wędrowca do rowu, byśmy sami mieli całą drogę dla siebie. Czasami wystarczy się uśmiechnąć, kiedy wszyscy inni drwią. Wystarczy otrzeć łzy, którym ktoś przerwał tamę. Wystarczy podać dłoń, pomóc wstać, poklepać po ramieniu.
Bez względu na to, jak dziwacznie to zabrzmi, nieśmiertelne wartości, których nie da się zmierzyć ani zwarzyć może i stają się coraz mniej popularne, coraz mniej atrakcyjne i cool, ale są nieśmiertelne i zawsze takie zostaną. Jednak rozumieć to mogą tylko ci, którzy wiedzą, że rozum mamy nie tylko po to by kombinować jak się dorobić fortuny, a ciało nie tylko po to, by nim utorować sobie drogę do niej.
Ukłony w stronę ludzi, którzy w innych widzą coś więcej niż tylko źródło dochodu, studnię pieniędzy bez dna. Dla tych, którzy mając tylko siebie, potrafią się i tym podzielić. Tak po prostu…
