|

Spotyka nas rzeczywistość. Spotykają obcy ludzie. A to, czego doświadczymy, oddziałuje na nas. Nie potrafiąc wprost wykrzyczeć światu i ludziom, jak bardzo nie chcemy, by nas dostrzegali – piszemy. W ciszy, samotności, spokoju czterech ścian.
Dodaj do Ulubionych | Strona Główna Księga Wpisów: Księga Gości 3 / Dodaj do Księgi
17:59:26 23/01/2012
PRZEKŁAMANA SŁABOWITOŚĆ
Wrażliwy ponad wszelką miarę, więc narodziłem się by cierpieć, by ciosy przyjmować i trwać, kiedy kwiat bez wody więdnie. Czuje tak mocno… dech tracę szlochając, chcę wyć i bić pięściami, gdy nie znajduję szukając.
Widzę tak wiele, tak wiele przerażających spraw, widzę jak puszy się i gwiżdże z pogardą, co drugi ludzki paw. Widzę tak intensywnie… rzeczywistość razi mnie w oczy, nie wierz kiedy mówią, że szerokokątny obraz jest uroczy.
Słyszę tak głośno, tak dużo różnych dźwięków, od śmiechu poprzez płacz, aż do rozdzierających serce jęków. Słyszę tak uparcie, dźwięki rozsadzają mi głowę, błagam weź to ode mnie. Oddam daru tego więcej niż połowę.
Serce mam tak wielkie, tak czułe i delikatne, najdrobniejsze ukłucia dla mnie śmiercią, dla ciebie zaś są zabawne. Odbieram cierpienie świata, każdą komórką i nerwem, chcę zrzec się tego przekleństwa, by nie skonać marnym ścierwem.
Oni ranią mnie, i rani mnie obojętność, rani cudza krzywda co daleko, i jak miecz używana majętność. Czuję za siebie i za wszystkich cierpiących, umieram samotnie, jak i z każdym konającym. Zbyt wiele tej wrażliwości, zbyt wiele na jednego człowieka, podczas gdy serca ludzi tysięcy, całun zobojętnienia powleka.
Nie chcę patrzeć, a widzę. Nie chce słuchać, lecz słyszę. Nie chcę czuć, a umieram z bólu, choć nie moim jest kompanem. Jaką więc okrutniejszą, jeszcze pokutę dostanę…?
Kwestię wrażliwości poruszałam, lecz nie w tak głębokim stopniu, jak, powinnam, dlatego za pozwoleniem zakręcę się raz jeszcze wokół tego tematu. Cokolwiek bardzo aktualnego, nawet w obliczu narastającej znieczulicy. Aktualnego, na pewno dla wybitnych jednostek. Ci, którzy nie potrafią przejść obojętnie obok cierpiącego człowieka, czy innej żywej istoty. Ci, co płaczą, bo komuś jest źle. Ci, co krwawią, bo kogoś zraniono. Ci, co żałują, bo ktoś cierpi. Ci wszyscy, którzy czują tak intensywnie, że może to napawać przerażeniem i zgrozą. Ci, co choć mają podwyższoną odporność i tolerancję na ból, cierpią okrutnie ilekroć świat czy ludzie zadadzą im cios, lub komuś w zasięgu ich „radaru”. Ludzie nadwrażliwi, lub, jak kto woli mocniej wyczuleni na wszelkie krzywdy, często uważają, że jest to ich przekleństwem. Że to nawet ułomność. Mają do tego pełne prawo. Nikt nie może zmusić ich, by myśleli inaczej. Nikt, kto ich nie rozumie, nie będzie potrafił znaleźć dość dobrych argumentów by ich przekonać, że się mylą. Nikt, kto nie czuje jak oni, nie będzie dość wiarygodny i przekonujący w ich oczach. Bo i cóż może wiedzieć o cierpieniu, które jest karmą samą dla siebie? Które zjada własny ogon, by móc żyć, funkcjonować, ingerować w ludzka psychikę, mentalność, uczuciowość. Wiem, czym jest wrażliwość. Wiem, co znaczy czuć mocno i intensywnie. I wiem również, że nie jestem kaleką. Nie jestem przez to słabsza od tych mniej wrażliwych. Nie jestem ofiarą i świat nie złamie mnie tak po prostu. Moja wrażliwość nie jest luką, którą wykorzysta wróg, aby się do mnie dobrać i mnie pokonać. Wrażliwość to tarcza, która często pozwala ochronić również kogoś jeszcze poza nami samymi. Często ludzie decydują się na walkę za strachu. Będąc panicznie przerażonymi, zadają na oślep ciosy w nadziei, że któryś zdoła zranić wroga a tym samym da im szansę ucieczki. Próbują, więc stworzyć coś w rodzaju zapory dymnej. Zaatakują, może nawet skutecznie, lecz nie po to by wygrać zupełnie, a jedynie by nie zginąć. A zatem nie ma w tym odwagi, heroizmu. Wrażliwość zaś, często sprawia, że widząc kogoś w potrzebie, zaczynamy odczuwać siłę i gniew, o istnienie, których byśmy się nie podejrzewali. Atakujemy, więc, by ochronić osobę, która sama nie zdoła sobie poradzić. Nasza wrażliwość zmusza nas do walki w cudzym imieniu. A wierzcie lub nie, walka ze szlachetnych pobudek, bywa bardziej zajadła, ale też łatwiejsza do wygrania. Bo kiedy walczysz o coś, kiedy masz cel, potrafisz przekonać konające ciało do nieludzkiego wysiłku. Siłą woli zmuszasz je, by się nie poddawało, nawet, jeśli zostanie w nim tylko kilka kropel krwi. Ci, co walczą, by po prostu wygrać, ci, co nie mają zbyt wiele do stracenia, ale i zyskania, szybciej przegrywają. Kiedy ich motywacje dyktują przyziemne pragnienia. Wrażliwość, więc to iskra, czynnik zapalający. Niepohamowana siła, źródło wygranej. I wrażliwość nie jest po to, by osłabić tych, na których barkach spoczywa. Wrażliwość nie została nam dana, byśmy kierowali jej uwagę wyłącznie na samych siebie. Wrażliwość mamy dla innych. Po to, by pochylić się nad potrzebującymi, by zobaczyć wyciągniętą dłoń, by posłyszeć zawodzenie. By podnieść rękawicę, którą rzucono słabszemu. Nie po to, żeby mocniej odczuć cięgi życia. Nieprzeciętna wrażliwość to nie przekleństwo, lecz dar. Niemniej zanim to pojmiecie, jeśli to pojmiecie, najpewniej jeszcze wielokrotnie zechcecie się go pozbyć, wyrzec, sprzedać, czy po prostu oddać. Czasami też, ludzie usiłują zobojętnieć na siłę. Usiłują zagłuszyć własną wrażliwość, uciszyć ją, a nawet zabić, co nie jest możliwe, ani sensowne. Wrażliwość to solar, który wychwytuje uczucia. Uczucia zaś są wiecznie płynącą rzeką. Nie można ich zatrzymać. Kiedy ktoś usiłuje zniszczyć własną wrażliwość, to jakby stawiał tamę na rzece. A jeśli nie zajmuje się tym zawodowo, najpewniej tama pęknie. Jeśli jednak nazbiera się za nią dostatecznie dużo różnych, tłumionych emocji, fala może wyrządzić niewyobrażalne szkody. I w efekcie, zamiast ułatwić sobie życie, tylko namieszamy. Co więcej stawiając kolejne tamy, by zupełnie zatrzymać rzekę, w końcu zaczniemy się dusić. Bo uczucia muszą płynąć. Jedne muszą ustępować kolejnym. Łzy trzeba wypłakać, żale oswobodzić. Radości wykrzyczeć, gniew wyrzucić. Nie można pozbyć się tego, z czym się rodzimy. Wszelkie próby będą przypominały oduczanie tygrysa jedzenia mięsa. A przecież nie można zdławić jego naturalnego instynktu. Trzymany w ryzach zbyt długo, wybuchnie, zbierając krwawe żniwo. Nie mogę również nie zauważyć, że poza wrażliwością, wszystko to, co otrzymujemy, co odkryjemy w konkretnym wieku, wszystko to jest nam, do czego potrzebne. Cechy, wady, zalety, cały zestaw, jaki każdy dostaje. Wszystko to czemuś służy, ale potrzeba czasu, żeby odkryć zastosowanie konkretnego elementu mentalności. Chęć pozbycia się czegokolwiek to jak wyrzucanie dokumentów, które są napisane w nieznanym nam języku. A przecież skoro nie wiemy, co zawierają, możemy niechcący wyrzucić coś szalenie ważnego, wartościowego. Jeszcze raz kłania się konieczność poznawania samego siebie. Zrozumienia, kim się jest i co się potrafi. Co jak używać, co oswoić, wyszkolić. Wrażliwość, która bywa wam utrapieniem, nie jest niesfornym zwierzęciem, które trzeba uśpić, a jedynie wziąć na smycz i wytresować. Zostawiona samej sobie zdziczeje, będzie was nękać i kąsać. Lecz jeśli okażecie jej zainteresowanie, jeśli spróbujecie odgadnąć, do czego jest zdolna i jak to wykorzystać, macie szanse sporo zyskać. Chociażby niematerialnie. Nasza uzewnętrzniana duchowość, wady, zalety, cechy są jak zestaw narzędzi i materiał do samodzielnej obróbki. Można je przyrównać do rzeźbiarza, który mając bryłę kamienia musi ją ociosać tak, aby wyłonić jej ukryty kształt. Musi zdjąć wierzchnią warstwę, by odkryć to, co schowane, by to ukształtować, oszlifować. Człowiek formuje siebie w podobny sposób i choć z początku jest to bardzo trudne, z upływem czasu przestaje przerażać i przytłaczać. Innym argumentem, z którym się zetknęłam, a który przemawia za tym, by walczyć z wrażliwością jest przekonanie, że ci obojętni mają lepiej. Że wszystko łatwiej im przychodzi, że mniej się przejmują i żyją na luzie. Ale co przemawia na ich niekorzyść to, to, że smakują życie mniej intensywnie. Trochę tak, jakby jedzenie było opakowane w bibułkę. My może nieco mocniej cierpimy, ale też o wiele silniej przeżywamy to, co dobre. Oni są, więc o wiele ubożsi duchowo. Być może rzeczywiście łatwiej im dojść do kasy i innych celów, lecz zwykle płaci za to ktoś inny, gdyż nie rzadko kierują się zasadą, że „cel uświęca środki”. I choć w pewnym okresie życia wyrzuty sumienia mogą ich nie dogonić, jest duża szansa, że kiedy im się to uda, owi ludzie będą już najsłabsi i najbardziej świadomi. Bowiem w przeciwieństwie do człowieka, z wiekiem wyrzuty sumienia rosną w siłę, młodnieją. Kiedy już osiągną złoty wiek, są najniebezpieczniejsze, zabójcze. Losy bywa nie mniej złośliwy i podły, co człowiek, dlatego ci, co mącili w latach swej świetności, często dogorywają w opłakanym stanie. Wrażliwość zaś, często zapobiega konieczności późniejszej pokuty. Kiedy odróżniasz co słuszne od tego, co niepoprawne, niewłaściwe, zapewniasz sobie także szacunek najważniejszej dla ciebie osoby – samego siebie. Świadomość, że twoja empatia i współczucie zatroszczyły się o kogoś, bywa pokrzepiająca. Potrafi nawet wynagrodzić wszelkie wysiłki i wyrzeczenia. Zdolność odbierania świata w sposób bardzo intensywny to także szansa, by skuteczniej się przed nim bronić, to narzędzia, które pozwalają wygrywać pojedynki. Bowiem dla uważnych obserwatorów i świat ma wady, słabe strony. Czując go mocniej wyrównujemy własne szanse. Dorastamy do przeciwnika i udoskonalamy własne umiejętności. A tym trudniej pokonać tych, którzy wiedzą na ile ich stać i na ile stać ich współzawodnika

hibris | Powrót | Komentuj |
#Archiwum#
2012 Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2011 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień
#Linki#
warto się zatrzymać:) mój 2 blog - oscylujący wokół opowieści fantasy cudowna galeria, polecam gorąco:)
#Ulubieni#
#O Mnie#

Za dużo widzę. Zbyt wiele słyszę. Zbyt mocno czuję. Zdecydowanie za często myślę.
Było tu tyle osób: 10538
|