|

Spotyka nas rzeczywistość. Spotykają obcy ludzie. A to, czego doświadczymy, oddziałuje na nas. Nie potrafiąc wprost wykrzyczeć światu i ludziom, jak bardzo nie chcemy, by nas dostrzegali – piszemy. W ciszy, samotności, spokoju czterech ścian.
Dodaj do Ulubionych | Strona Główna Księga Wpisów: Księga Gości 3 / Dodaj do Księgi
00:21:38 13/12/2011
WYŚCIG PO ZŁOTO, ZA KTÓRE CENĄ DUSZA
Śniłam dzisiaj, sen z wczoraj i dni poprzednich, wizję przyszłości, mój należny chleb powszedni. Śniłam o bogactwie, o luksusach i banknotach, śniłam o łańcuchu szczęścia, bowiem nie tonęłam już w kłopotach.
Sen proroczym być musiał, a ja dobrze go rozumiem, dziś już wiem na pewno, że bogactwo znaleźć umiem. Zbuduję więc swój pałac, cegły zastąpię sztabkami złota, podłogi klejnotami wyłożę, nawet na dziedzińcu nie będzie błota. I deszcz fortuną będzie kapał, śniegiem uczynię perły z głębin mórz, a gdy zechcę pokroić owoce, sięgnę po platynowy nóż.
Dotrę do celu, bo widzę jego blask w oddali, i odtąd kochać mnie będą wszyscy, co kiedyś mną poniewierali. Nie dbam o cenę, jaką zapłacę za bogactwo, nie myślę nawet o tym, że i mnie pożre robactwo.
Startuję w wyścigu, gdzie na mecie dwie nagrody, razem stoją złoto, i żałobników głośne pochody.
Choroba, która najzajadlej i najgłębiej wniknęła w organizm ludzkości? Która trawi go najdłużej, najskuteczniej, która nie daje się pokonać ani domowymi, babcinymi sposobami, ani nawet silnymi antybiotykami? Choroba, która rok za rokiem dziesiątkuje ludność na całym świecie? Choroba, w starciu, z którą przegrywają nawet ci, co ślubowali skromność, ubóstwo, obojętność na szelest i brzęk? Choroba, która wygrywa nawet z najbardziej cnotliwymi? Chciwość. Pazerność. Pożądliwość. Pragnienie nieograniczonych bogactw. Nie poruszam oczywiście kwestii umiarkowanego pociągu do banknotów i monet. Nie chodzi o ludzi biednych, którzy nieśmiało marzą o życiu, choć odrobinę lepszym od tego, które wiodą. Nie mam na myśli tych, co ledwo wiążąc koniec z końcem, po cichutku modlą się o cud, lub przynajmniej o jakąś pracę. Naturalnie chciwość jest chorobą, która dotyka wszystkie klasy społeczne. Która nie oszczędza nikogo. Która wyniszcza nawet ludzi, co wybrali drogę uczciwości, duchowość (czysto teoretycznie, bowiem słowa pięknie brzmią, lecz pokrzepiają dusze tylko w chwili, kiedy rozbrzmiewają). Chciwość staje się naprawdę groźna, kiedy zamiast ludzi, zaczynamy widzieć banknoty i monety. Kiedy nasze oczy, robią się wielkie jak pięciozłotówki, a źrenice zastępują cyferki. Pragnienie bogactwa, jako takiego, samo w sobie nie jest złe. Problemem staje się dopiero wtedy, kiedy zaczynamy chcieć więcej, niż rzeczywiście potrzebujemy. Kiedy mając na jedzenie, na ubranie, na rachunki i czasem na drobne przyjemności, i tak czujemy się może nie tyle biedni, co nie dość bogaci. Kiedy z rozczarowaniem stwierdzamy, że inni mają lepiej wyposażone konta. Nie chodzi, zatem o przymieranie głodem. Nie chodzi o to, żeby żyć dostatnio, spokojnie, bez zmartwień typu:, „z czego zapłacę czynsz?”. Nie chodzi o to, żeby czasami wyjść do kina, bądź do restauracji. By zafundować partnerowi jakiś miły prezent. Często chodzi o samo posiadanie. Ludzie po prostu chcą mieć wypchane kieszenie, złote sygnety (nawet jeśli od ich ciężaru nie mogą unieść ręki), o kilka samochodów (jakby jeden nie wystarczył), o dziesiątki par butów (jakby one mogły sprawić, że będziemy piękniejsi, wartościowsi), o bywanie w ekskluzywnych lokalach (jakby pizza w knajpie z przyjaciółmi nie była dość smaczna). Kiedy człowiek już zarobi ten „pierwszy milion”, w taki czy inny sposób, kiedy już dochrapie się większej sumki, zaczyna wpadać w nałóg. Wyimaginowany głód pieniężny. Zaczyna wmawiać sobie, że potrzebuje więcej, bo nagle jego podstawowe potrzeby stały się większe, zupełnie jakby z kilku jedzonych dziennie posiłków, zrobiło się kilkanaście. Jakby zamiast jednej pary majtek, zakładał na raz ze trzy. Tak naprawdę nie chodzi, więc o to, że faktycznie potrzebujemy więcej. Nie. Nie potrzebujemy. Jeśli potrafimy doceniać to, co mamy, ucieszy nas nowa para butów, raz na jakiś czas. Chciwość zaś zakłada, że przyszłość sprawi, iż nasze potrzeby rzeczywiście wzrosną niebagatelnie, a zetem będziemy potrzebować coraz więcej. Nawet, jeśli nie będziemy z tego korzystać. Bardzo często ludzie pazerni i chciwi, zbierają pieniądze, lecz na ogół żyją ubogo, nędznie wręcz. Potrafią być skąpi do tego stopnia, że nie wydają nawet na siebie. Są jak smoki, które uwielbiają bogactwa, lecz zamiast je trwonić, układają sobie z nich leże. Ale i chciwi dzielą się na kilka grup. Są, bowiem też tacy, którzy wydają na potęgę. Którzy trwonią pieniądze całkowicie bez sensu, zupełnie, jakby je wyrzucali, bądź palili. Kupują dziesiątki ubrań, których i tak nie noszą. Kupują samochody, choć jeżdżą jednym. Kupują domy, choć zjawiają się w nich tylko sporadycznie. Chodzi im głównie o prestiż, o to, żeby się pokazać. Żeby machając wachlarzem z banknotów udowodnić innym, że są od nich lepsi. Nie brakuje również i takich, którzy plasują się na drugim miejscu. Mianowicie pożądają pieniędzy w ilościach bynajmniej nie przeciętnych, wydają je też w sposób całkiem konkretny i twierdzą przy tym, że i tak nie starcza im na godne życie. Nawet, jeśli zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy, praktycznie nie robiąc nic. Często zajmują bardzo odpowiedzialne stanowiska, wpływowe, lecz mimo możliwości, tak naprawdę nie potrafią zapracować na swój zarobek. Zarabiają, bowiem tylko, dlatego, że jakimś sposobem wdrapali się na wyższy szczebel. Myślę, że gdyby wszyscy zarabiali tak, jak pracują, jedni wzięliby się wreszcie do roboty, inni zaś żyliby tak, jak na to zasługują. Niemniej dzisiaj chodzi mi głównie o to, jak żądza pieniądza wpływa na człowieka. Jak go zmienia, deformuje jego system wartości moralnych. Jak odczłowiecza. Oczywiście, kiedy przybiera maskę skrajności. Bowiem, kiedy pracujemy, oczekując godziwej zapłaty, wszystko jest w porządku. Kiedy jednak zaczynamy pracować jak szaleni, byleby tylko zarabiać miliony, czasami owszem, zaczynamy zarabiać, bogacić się ale nie rzadko kosztem czegoś znacznie bardziej wartościowego. Kosztem partnera, rodziny, przyjaciół. Kiedy pieniądze wysuwają się na pierwszy plan, ryzykujemy utratę bliskich, ich miłości, prawdziwego szczęścia. Bo tak czy inaczej, również, jeśli jesteśmy obrzydliwie bogaci, zawsze najmocniej będziemy tęsknić do drugiego człowieka. Do jego szczerości, ciepła, zainteresowania. Willa z basenem nie zastąpi nikomu romantycznego wieczoru we dwoje, tuż obok kominka. Dziesiątki fałszywych „przyjaciół” nie zastąpią tego jednego. Gdyż za bogactwem i przepychem, często niestety czai się obłuda, fałsz, wyrachowanie. Chcę powiedzieć, że czasami żeby być naprawdę bogatym, wystarczy tylko się rozejrzeć, wystarczy nauczyć się doceniać to, co już się ma. Często bogactwo, nie oznacza posiadania kilku kont, ale rozlicznych drobiazgów, (nie okupionych dziesiątkami wyrzeczeń) i ludzi, którzy pomagają nam się nimi cieszyć. A zatem w skrajnych przypadkach bogactwo materialne, przeczy temu duchowemu.

hibris | Powrót | Komentuj |
#Archiwum#
2012 Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2011 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień
#Linki#
warto się zatrzymać:) mój 2 blog - oscylujący wokół opowieści fantasy cudowna galeria, polecam gorąco:)
#Ulubieni#
#O Mnie#

Za dużo widzę. Zbyt wiele słyszę. Zbyt mocno czuję. Zdecydowanie za często myślę.
Było tu tyle osób: 10538
|